Obudziłam
się bardzo wcześnie. Słońce dopiero wystawało znad horyzontu. Pamiętałam, że
muszę zrobić coś. Coś, dzięki czemu wreszcie opuszczę to przeklęte miejsce! Poprawiłam
suknię i ruszyłam ku wielkim drzwiom. Były zamknięte. Zaczęłam szukać po całej
"celi" czegoś, czym mogłabym je otworzyć. Byłam przy tym bardzo
cicha, by nie obudzić Jasmine, która jeszcze smacznie śniła. Nagle zobaczyłam
coś lekko błyszczącego w rogu pomieszczenia. Podeszłam do tego. Był to jakiś
zardzewiały gwóźdź lub coś podobnego. Chwyciłam przedmiot i znowu wróciłam na
swoje dawne miejsce. Z włosów upiętych w poszarpany już kok wyciągnęłam wsuwkę.
Zaczęłam coś grzebać w zamku, ale to nie pomagało. Rozpięte włosy stanowiące w
mojej fryzurze grzywkę zaczęły opadać mi na oczy. Spróbowałam jeszcze raz.
Przesunęłam wsuwkę w lewo, a gwóźdź w górę, później na opak. O dziwo to
pomogło! Byłam w duszy rozbawiona tą zabawą jak mała dziewczynka, ale i czułam
się w roli szpiega. Spróbowałam po cichu otworzyć drzwi, ale te, jakby
na złość wydały z siebie przeraźliwy jęk. Na szczęście koleżanka się nie
obudziła, a ja mogłam kontynuować akcję.
Wyszłam z pomieszczenia. Cichutko na paluszkach przeszłam po schodach. Ku mojemu zdziwieniu przy kolejnych drzwiach czekał pirat. Spał sobie grzecznie.
- Pewnie nie usłyszał pisku drzwi. - powiedziałam do siebie. - Upity. Uh. Już czuję rum.
Skrzywiłam się nieco. Jako tako za rumem nie przepadam, wolę zacniejsze trunki. Zapewne tylko dlatego, że pochodzę z Południowej Ameryki. Tam nie uchodzi rum, tylko wino.
Przyklęknęłam i oparłam się o ścianę. - Cóż tu zrobić? Zauważyłam na ścianie powieszoną szablę, pewno tego pirata. Po cichu zakradłam się po nią. Miałam ją! Jednak ta, spadła ze schodka czyniąc krótki brzdęk. Mężczyzna ruszył się. Zamarłam. Patrzyłam jak osłupiała na niego. Poczułam na plecach zimne ciarki. Ten jednak tylko ziewnął i znów ułożył się w poprzedniej pozycji na wielkim krześle i zasnął. Odetchnęłam z ulgą. Kamień opadł z mojego serca. W spokoju już chwyciłam tą parszywą broń i powoli skierowałam się do pirata. Nie wiedziałam jak się zachować. Miałam zamiar go zabić, ale się bałam. Nie wiem czego. Po kilku sekundach bezczynnego stania wreszcie zdecydowałam się dokonać pierwszego w moim życiu zabójstwa. Wzięłam w górę szablę i z siłą wbiłam ją w klatkę piersiową postaci siedzącej na krześle. Wszędzie pojawiła się szkarłatna ciecz. Ogarnęło mnie nagłe przerażenie, ponieważ krew pirata nie oszczędziła mojego ubrania. Po mojej twarzy ciekła czerwona maź. Nieznajomy najpierw próbował się ratować, ale nie udało mu się. Później tylko leżał bez ruchu z otwartymi oczami i ustami, z których wydobywała się ciecz. Puściłam szablę. Odsunęłam się o parę kroków.
- To już teraz. Teraz staję się mordercą. - uświadomiłam sobie.
Pobiegłam szybko po schodkach. Zaczęłam szarpać Jasmine, by wreszcie się obudziła. Ta poprzekręcała się jeszcze i dopiero wtedy na mnie spojrzała.
- Jezu Ritta! Co żeś ty zrobiła? Czy to jest krew?! - wykrzyknęła.
- Cicho! - szepnęłam. - Mamy otwartą przepustkę do wolności! - powiedziałam optymistycznie.
- Jak to? Coś ty tu wyrabiała? - spytała dość ożywionym i pełnym niepewności głosem.
- Otworzyłam drzwi dzięki gwoździowi i mojej wsuwce z włosów i zabiłam pirata, który pilnował przejścia do ładowni. Dlatego pewnie wyglądam, jak wyglądam.
Wyszłam z pomieszczenia. Cichutko na paluszkach przeszłam po schodach. Ku mojemu zdziwieniu przy kolejnych drzwiach czekał pirat. Spał sobie grzecznie.
- Pewnie nie usłyszał pisku drzwi. - powiedziałam do siebie. - Upity. Uh. Już czuję rum.
Skrzywiłam się nieco. Jako tako za rumem nie przepadam, wolę zacniejsze trunki. Zapewne tylko dlatego, że pochodzę z Południowej Ameryki. Tam nie uchodzi rum, tylko wino.
Przyklęknęłam i oparłam się o ścianę. - Cóż tu zrobić? Zauważyłam na ścianie powieszoną szablę, pewno tego pirata. Po cichu zakradłam się po nią. Miałam ją! Jednak ta, spadła ze schodka czyniąc krótki brzdęk. Mężczyzna ruszył się. Zamarłam. Patrzyłam jak osłupiała na niego. Poczułam na plecach zimne ciarki. Ten jednak tylko ziewnął i znów ułożył się w poprzedniej pozycji na wielkim krześle i zasnął. Odetchnęłam z ulgą. Kamień opadł z mojego serca. W spokoju już chwyciłam tą parszywą broń i powoli skierowałam się do pirata. Nie wiedziałam jak się zachować. Miałam zamiar go zabić, ale się bałam. Nie wiem czego. Po kilku sekundach bezczynnego stania wreszcie zdecydowałam się dokonać pierwszego w moim życiu zabójstwa. Wzięłam w górę szablę i z siłą wbiłam ją w klatkę piersiową postaci siedzącej na krześle. Wszędzie pojawiła się szkarłatna ciecz. Ogarnęło mnie nagłe przerażenie, ponieważ krew pirata nie oszczędziła mojego ubrania. Po mojej twarzy ciekła czerwona maź. Nieznajomy najpierw próbował się ratować, ale nie udało mu się. Później tylko leżał bez ruchu z otwartymi oczami i ustami, z których wydobywała się ciecz. Puściłam szablę. Odsunęłam się o parę kroków.
- To już teraz. Teraz staję się mordercą. - uświadomiłam sobie.
Pobiegłam szybko po schodkach. Zaczęłam szarpać Jasmine, by wreszcie się obudziła. Ta poprzekręcała się jeszcze i dopiero wtedy na mnie spojrzała.
- Jezu Ritta! Co żeś ty zrobiła? Czy to jest krew?! - wykrzyknęła.
- Cicho! - szepnęłam. - Mamy otwartą przepustkę do wolności! - powiedziałam optymistycznie.
- Jak to? Coś ty tu wyrabiała? - spytała dość ożywionym i pełnym niepewności głosem.
- Otworzyłam drzwi dzięki gwoździowi i mojej wsuwce z włosów i zabiłam pirata, który pilnował przejścia do ładowni. Dlatego pewnie wyglądam, jak wyglądam.
- Rozumiem. Skąd wiesz, że tam jest ładownia? - spytała mnie
podchwytliwie.
- Czuję rum, a gdzie rum tam ładownia. Tego nauczył mnie ojciec. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Co prawda to prawda. Nieźle się spisałaś. Pierwszy krok za nami, teraz trzeba obmyślić co dalej. - Jasmine zamyśliła się na chwilkę.
- Nie martw się. W nocy obmyśliłam już plan. Jak na razie idzie jak po maśle. - rzekłam bardzo pewna siebie. - Chodź ze mną.
Przeszłyśmy z zaniedbanego kubryku do ładowni. Zaczaiłam się przy rogu. Wychyliłam głowę. Nikogo nie było.
- Czysto. Możemy iść. - wyszeptałam do koleżanki i szybko przemknęłam się między beczki. Zielonooka zrobiła to samo.
- Czego szukamy? - spytała mnie.
- Butelki i czegoś do pisania na przykład tuszu, jakiegoś mazidła... - i tutaj przerwała mi towarzyszka - A nie nada się rum? Masz go wszędzie, a i tak wiadomo, że tusz będzie jedynie w kajucie Mirraka, a chyba tam wracać nie chcesz.
- No pewnie, że nie. Znajdź pustą butelkę, albo chociaż taką, w której nie zamoczy się materiał. A ja poszukam jakiś patyk, albo coś do pisania.
Chwilkę później miałyśmy już potrzebne przedmioty. Wróciłyśmy do kubryku. Wyjęłam spod gorsetu swoją ulubioną białą chustę. Pochyliłam się nad nią i rozprasowałam jej rogi, które były już pozaginane od wewnętrznej strony. Wzięłam patyk i zanurzyłam w alkoholu. Napisałam krótki i treściwy tekst wtem materiał zwinęłam i włożyłam do butelki. Podeszłyśmy do okna w ładowni. Po ciuchu rozbiłyśmy jej szklane części i wyrzuciłyśmy za okno naszą flaszkę z wiadomością. Teraz było tylko czekać na pomoc.
******
Tymczasem buteleczka wędrowała po morzu. Płynęła, płynęła i płynęła. Płynęła do czasu, gdy nie natrafiła na jakiś statek. Nie byle jaki statek.
Przy sterze stała postać wypatrująca z daleka płynący przedmiot. Posłała swojego zaufanego przyjaciela, by przywiązał jeden koniec sznura do masztu. a drugi wypuścił w morze. Wtem czarnooki mężczyzna trzymając się tej oto powstałej "liny" pochwycił przedmiot i wdrapał się na pokład.
Rozbił butelkę i wyjął wiadomość. Odszedł kilka chwiejnych, w jego wykonaniu kroków i przeczytał tekst.
Drogi znalazco tego oto krótkiego listu!
Pragnę poprosić Cię o pomoc. Znajduję się, wraz ze swoją koleżanką w kubryku na statku kapitana Mirraka. Jesteśmy torturowane i zaganiane do ciężkiej pracy. Prosimy o niezwłoczną pomoc! Statek kieruje się na północny-wschód, w kierunku Port Royal. Jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie! Błagamy! Pomóżcie!
Panna Margheritta Smith
Kapitan statku - Jack Sparrow od razu poznał do pismo i podpis. Była to jego dawna przyjaciółka - jego zaufany szpieg na dworze królewskim. Wszystkie informacje zatajała i ujawniała jedynie któremuś z jego kamratów.
- Gibbs! Wiesz czyja to wiadomość? - zapytał z lekkim uśmieszkiem.
- Nie wiem, ale chcę się dowiedzieć. - powiedział bardzo podekscytowany pirat.
- Gibbs. Może pamiętasz naszą kochaną pannę od czarnych interesów? Szpiegostwo, przekręty w Port Royal? - czarnooki coraz bardziej się uśmiechał powoli ukazując swoje uzębienie.
- Czyżby panienka Smith? Ta od tego pirata? To od niej?
- Tak. - odparł tajemniczo.
- Jack mów mi tu szybko, bo zaczynam się gubić. To jest od Margheritty Smith, to wiem, ale co pisze? - pytał niezadowolony pirat.
- Sam zobacz. - powiedział pijany jeszcze Sparrow podając Gibbsowi chustkę.
- Pachnie rumem. Czujesz?
- Ta. I dlatego ja pierwszy wziąłem tą wiadomość. - wyszczerzył swoje złote zęby.
Pirat przeczytawszy wiadomość oniemiał ze zdziwienia.
- Boże Święty, Jack! Musimy jej pomóc! Tyle dla nas zrobiła! - czarnooki, nie podzielał jego zapału do tej sprawy. -Pamiętasz wtedy, w Tortudze? Złapali nas, a ta dziewczyna potrafiła zakraść się do więzienia i nas uratować. Dwa razy uratowała nam skórę od szubienicy! - nawijał przejęty mężczyzna.
- Racja. Dobrze, pomożemy jej. Idź do map oznacz kierunek podróży, a ja idę sobie łyknąć. Ten zapach mnie urzekł tak mocno, że po prostu muszę wypić co najmniej buteleczkę.
Gibbs poszedł, tak jak mu kazał kapitan, a on sam zszedł do ładowni, sięgnął po pierwszą pełną flaszkę z trunkiem i wziął parę łyków. Załagodziwszy już swoją potrzebę usiadł na skrzyni i zaczął rozpamiętywać Rittę. Pamiętał ją jako małego rozbójnika. Niebieskooka, zbliżonego do niego wzrostu. Miła dla wszystkich, powściągliwa, ale i umiejąca dobrze się zabawić. Marzył o powróceniu do czasu, gdy razem tańcowali, właśnie tutaj - w ładowni.
- Ah. Stare, dobre czasy i stare wspomnienia niedługo się odnowią. - uśmiechnął się sam do siebie. - Teraz wymyślić sprytny plan, jak ją sobie zagarnąć. - zakończył swoje rozmyślania biorąc ostatni łyk rumu i tłukąc pustą butelkę o ścianę.
- Czuję rum, a gdzie rum tam ładownia. Tego nauczył mnie ojciec. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- Co prawda to prawda. Nieźle się spisałaś. Pierwszy krok za nami, teraz trzeba obmyślić co dalej. - Jasmine zamyśliła się na chwilkę.
- Nie martw się. W nocy obmyśliłam już plan. Jak na razie idzie jak po maśle. - rzekłam bardzo pewna siebie. - Chodź ze mną.
Przeszłyśmy z zaniedbanego kubryku do ładowni. Zaczaiłam się przy rogu. Wychyliłam głowę. Nikogo nie było.
- Czysto. Możemy iść. - wyszeptałam do koleżanki i szybko przemknęłam się między beczki. Zielonooka zrobiła to samo.
- Czego szukamy? - spytała mnie.
- Butelki i czegoś do pisania na przykład tuszu, jakiegoś mazidła... - i tutaj przerwała mi towarzyszka - A nie nada się rum? Masz go wszędzie, a i tak wiadomo, że tusz będzie jedynie w kajucie Mirraka, a chyba tam wracać nie chcesz.
- No pewnie, że nie. Znajdź pustą butelkę, albo chociaż taką, w której nie zamoczy się materiał. A ja poszukam jakiś patyk, albo coś do pisania.
Chwilkę później miałyśmy już potrzebne przedmioty. Wróciłyśmy do kubryku. Wyjęłam spod gorsetu swoją ulubioną białą chustę. Pochyliłam się nad nią i rozprasowałam jej rogi, które były już pozaginane od wewnętrznej strony. Wzięłam patyk i zanurzyłam w alkoholu. Napisałam krótki i treściwy tekst wtem materiał zwinęłam i włożyłam do butelki. Podeszłyśmy do okna w ładowni. Po ciuchu rozbiłyśmy jej szklane części i wyrzuciłyśmy za okno naszą flaszkę z wiadomością. Teraz było tylko czekać na pomoc.
******
Tymczasem buteleczka wędrowała po morzu. Płynęła, płynęła i płynęła. Płynęła do czasu, gdy nie natrafiła na jakiś statek. Nie byle jaki statek.
Przy sterze stała postać wypatrująca z daleka płynący przedmiot. Posłała swojego zaufanego przyjaciela, by przywiązał jeden koniec sznura do masztu. a drugi wypuścił w morze. Wtem czarnooki mężczyzna trzymając się tej oto powstałej "liny" pochwycił przedmiot i wdrapał się na pokład.
Rozbił butelkę i wyjął wiadomość. Odszedł kilka chwiejnych, w jego wykonaniu kroków i przeczytał tekst.
Drogi znalazco tego oto krótkiego listu!
Pragnę poprosić Cię o pomoc. Znajduję się, wraz ze swoją koleżanką w kubryku na statku kapitana Mirraka. Jesteśmy torturowane i zaganiane do ciężkiej pracy. Prosimy o niezwłoczną pomoc! Statek kieruje się na północny-wschód, w kierunku Port Royal. Jesteśmy w wielkim niebezpieczeństwie! Błagamy! Pomóżcie!
Panna Margheritta Smith
Kapitan statku - Jack Sparrow od razu poznał do pismo i podpis. Była to jego dawna przyjaciółka - jego zaufany szpieg na dworze królewskim. Wszystkie informacje zatajała i ujawniała jedynie któremuś z jego kamratów.
- Gibbs! Wiesz czyja to wiadomość? - zapytał z lekkim uśmieszkiem.
- Nie wiem, ale chcę się dowiedzieć. - powiedział bardzo podekscytowany pirat.
- Gibbs. Może pamiętasz naszą kochaną pannę od czarnych interesów? Szpiegostwo, przekręty w Port Royal? - czarnooki coraz bardziej się uśmiechał powoli ukazując swoje uzębienie.
- Czyżby panienka Smith? Ta od tego pirata? To od niej?
- Tak. - odparł tajemniczo.
- Jack mów mi tu szybko, bo zaczynam się gubić. To jest od Margheritty Smith, to wiem, ale co pisze? - pytał niezadowolony pirat.
- Sam zobacz. - powiedział pijany jeszcze Sparrow podając Gibbsowi chustkę.
- Pachnie rumem. Czujesz?
- Ta. I dlatego ja pierwszy wziąłem tą wiadomość. - wyszczerzył swoje złote zęby.
Pirat przeczytawszy wiadomość oniemiał ze zdziwienia.
- Boże Święty, Jack! Musimy jej pomóc! Tyle dla nas zrobiła! - czarnooki, nie podzielał jego zapału do tej sprawy. -Pamiętasz wtedy, w Tortudze? Złapali nas, a ta dziewczyna potrafiła zakraść się do więzienia i nas uratować. Dwa razy uratowała nam skórę od szubienicy! - nawijał przejęty mężczyzna.
- Racja. Dobrze, pomożemy jej. Idź do map oznacz kierunek podróży, a ja idę sobie łyknąć. Ten zapach mnie urzekł tak mocno, że po prostu muszę wypić co najmniej buteleczkę.
Gibbs poszedł, tak jak mu kazał kapitan, a on sam zszedł do ładowni, sięgnął po pierwszą pełną flaszkę z trunkiem i wziął parę łyków. Załagodziwszy już swoją potrzebę usiadł na skrzyni i zaczął rozpamiętywać Rittę. Pamiętał ją jako małego rozbójnika. Niebieskooka, zbliżonego do niego wzrostu. Miła dla wszystkich, powściągliwa, ale i umiejąca dobrze się zabawić. Marzył o powróceniu do czasu, gdy razem tańcowali, właśnie tutaj - w ładowni.
- Ah. Stare, dobre czasy i stare wspomnienia niedługo się odnowią. - uśmiechnął się sam do siebie. - Teraz wymyślić sprytny plan, jak ją sobie zagarnąć. - zakończył swoje rozmyślania biorąc ostatni łyk rumu i tłukąc pustą butelkę o ścianę.